czwartek, 9 sierpnia 2012

Pieczarkowa z makaronem - kolejny smak dzieciństwa, tym razem nietypowy

Nietypowy, bo zakazany. Co jest takiego w tej zupie, że jeść jej nie mogłam? Absolutnie nic, w tej konkretnie nie ma ani jednego składnika, który szkodziłby w jakikolwiek sposób, chyba, że ktoś jest alergikiem na któryś ze składników, poza tym można jeść do woli. Ale nie o zupę tu chodzi a o smak... Zacznę od początku. A początki są takie, że moja mama jest absolutną przeciwniczką sztucznych produktów, półproduktów i wogóle wszelkich nienaturalnych wytworów cywilizacji, jeśli chodzi o żywność. Od lat ma swój ogródek warzywny, uprawia, przetwarza, gotuje na świeżych a po sezonie zbiera i pieczołowicie zabezpiecza przed zimą. Taka była moja dieta jako dziecka i taka też jest teraz, bo swoją ideologię mama wpoiła i mi (i dzięki jej za to).
O ile w domu miała całkowitą kontrolę nad tym, co jadłam (bo sama gotowała), o tyle poza nim już mniejszą. A ja poza domem bywałam często, bo duch ze mnie niespokojny. Byłam członkiem PTTKu, harcerką pokorną i nie jeden wyjazd się zaliczyło. Na takich wyjazdach, gdzie średnia wieku lat 13ście, trudno o mądre gotowanie. O ile jeszcze na obozach były kucharki lub kucharze, o tyle na biwakach gotowaliśmy sobie sami. Jedni lepiej inni gorzej, nie mniej jednak w tym wieku łączyła nas jedna rzecz: średnia świadomość tego, co jemy. No bo i jak można nazwać zjadanie malin prosto z krzaka? Upiaszczonych truskawek? Marchewki prosto z ziemi? Jak wcinanie chleba z masłem w samym środku lasu, kiedy kolki leciały na głowę i w te nasze kanapki właśnie? Jak gotowanie herbaty na... jeziorance? No właśnie... Ale nie tylko to, co rosło dookoła się jadło. Czasem jadło się zupę. Zupę z torebki. Magia przełomu lat 80tych i 90tych. Proszek, woda i danie gotowe. Winiary sprzed niemalże 20 lat smakowała obłędnie. Zwłaszcza, jak się ją jadło jeszcze gorącą, w metalowej menażce, łyżką, którą na szybko wyciągało się z plecaka, zaraz po tarzaniu się w błocie po lesie. Ach... co za smak!
Ta zupa, która tak bardzo mi smakowała była dla mnie nieosiągalna. Mama gotowała pieczarkową zupełnie inaczej i smak też był inny. Dopiero teraz, zupełnie niedawno i przypadkiem, zaczynając robić sos, zmieniłam zdanie i do uduszonych pieczarek z cebulą na patelni dodałam bulion i wkruszyłam makaron spaghetti. Trochę przypraw i oto jest, ten smak... Zamknęłam oczy i znów byłam przez krótką chwilę trzynastoletnią dziewczynką, w lesie na Mazurach, otoczona przyjaźnią i dobrą myślą swoich kolegów.



Składniki:


  • 10 pieczarek
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 600 ml bulionu
  • 1/2 łyżki suszonej lub świeżej natki pietruszki
  • szczypta lubczyku
  • 2 marchewki
  • 1/2 średniej wielkości korzenia pietruszki
  • 1/2 szkl makaronu spaghetti (pokruszonego)
  • 3 ziarna ziela angielskiego
  • 1 listek laurowy
  • sól
  • pieprz
  • kwaśna śmietana
  • oliwa
Przygotowanie:

Pieczarki pokroić w niewielkie kawałki. Cebulę posiekać, marchew i pietruszkę pokroić w plasterki (można pietruszkę wrzucić całą, łatwiej ją wyjąć, jeśli domownicy nie przepadają za nią w zupie). 
Rozgrzać oliwę, dodać cebulę i smażyć aż się zeszkli. Dodać przeciśnięty czosnek, marchew i pietruszkę. Dusić aż lekko zmiękną (ok 10 minut na niewielkim ogniu). Następnie wsypać pieczarki i smażyć aż puszczą sok. Dodać natkę pietruszki i lubczyk. Przesmażyć chwilę i zalać bulionem. Dodać ziele i liść laurowy. Gotować ok 25 minut na małym ogniu. Następnie wsypać makaron i gotować aż zmięknie.
Podawać ze śmietaną.

Smacznego :)

16 komentarzy:

  1. Bardzo lubię pieczarkową :) Ale nigdy nie jadłem jej z makaronem, u mnie zawsze były ziemniaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama właśnie z ziemniakami zawsze robiła. Spróbuj z makaronem, nie zaszkodzi mała odmiana a nuż posmakuje Ci bardziej?
      :)

      Usuń
  2. Uwielbiam pieczarkową, też z makaronem robię;-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas zawsze była z ziemniakami, stąd to uwielbienie dla "obcego" tworu ;P

      Usuń
  3. I ja lubie zupe pieczarkowa. Koniecznie z makaronem! Zupki w proszku tez kiedys jadalam ale od momentu, kiedy moja kolezanka nabawila sie od nich wrzodow zoladka (jadla na masowa skale) przestalam je w ogole kupowac. Poza tym rozpoczelam moja przygode z gotowaniem i odstawilam wszystkie "sztuczne" produkty na bok.

    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz Maju, porzekadło się sprawdziło "co za dużo to nie zdrowo". Chociaż mam wrażenie, że w przypadku zupek w proszku, zwłaszcza tych pierwszych to i małe ilości zdrowe nie były.
      Pozdrawiam Cię serdecznie :)

      Usuń
  4. O moja babcia robiła podobną! Właśnie z makaronem...
    Też byłam harcerką :P Ach to były czasy! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olga, może się kiedyś, gdzieś spotkałyśmy :) Po jakich lasach się tarzałaś? I w jakich borach paliłaś ogniska? Moje harce ograniczały się do Mazur i małych miejscowości mazowieckich.

      Usuń
  5. ...też harcowałam i różne cuda pamiętam ale niestety zupek nie pamiętam ;)Teraz robię głównie zupy-kremy...choć raczej rzadko.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Różne cuda" mnie zaintrygowały ;>

      Usuń
  6. Bardzo lubię pieczarkową :)

    OdpowiedzUsuń
  7. faktycznie smak dzieciństwa :) u mnie była bardziej zabielana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co kucharka to inna receptura. Bardzo miło jest powymieniać się takimi spostrzeżeniami.

      Usuń